niedziela, 5 czerwca 2016

ROZDZIAŁ 11

– Co ty robisz?! – jak tylko zorientowałam się co się dzieję, od razu go odepchnęłam. – Przypominam ci, że mam chłopaka!
– Któremu nie ufasz i prawdopodobnie nie kochasz – wzruszył ramionami.
– A właśnie, że kocham! – kocham? – A nad zaufaniem można popracować – spuściłam głowę. Cholera, on miał rację.
– Ze mną będzie ci lepiej – powiedział łagodnie, patrząc w moje oczy.
– Nie – pokręciłam gwałtownie głową, zamykając powieki. – Odwieź mnie do domu.
– Ale…
– Proszę – przerwałam mu, otwierając oczy i wpatrując się w niego błagalnym wzrokiem.
                Chłopak nic nie odpowiedział, tylko westchnął i skierował się w stronę swojego auta. Ruszyłam za nim i chwilę potem siedziałam już w samochodzie. Żadne z nas się nie odzywało. Zresztą, co więcej mieliśmy powiedzieć? Sama przed sobą przyznaję, że Justin jest nieziemski i to chyba pod każdym względem! Ale nie mogę zranić Brada. Nie chcę być jak on. Dla mnie liczą się uczucia innych. A może po prostu nie potrafię mu powiedzieć, że to był błąd?
– Gdzie masz Brada? – zapytał Justin, całkowicie skupiony na drodze.
– Poleciał do Europy – mruknęłam.
– Do Europy? – parsknął śmiechem. – Po co?
– Jest ochroniarzem jakiejś modelki, która miała tam pokaz – przewróciłam oczami, wiedząc, że to tylko jakaś głupia wymówka.
– Patrz jak umie się ustawić – wybuchnął śmiechem, a ja posłałam mu zdezorientowane spojrzenie. Jego zachowanie tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że Brad kłamał. – Cały czas otoczony przez piękne dziewczyny.
– Super – burknęłam i oparłam głowę o szybę, zamykając oczy.
                Do końca drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Myślałam nad tym co powiedział Justin. „Cały czas otoczony przez piękne dziewczyny”. Czyli uważa, że jestem piękna? Czy chodzi mu o to, że tam będzie w pobliżu modelek, czyli najpiękniejszych kobiet na świecie? Tak, wydaję mi się, że bardziej chodziło mu o to drugie.
– Jesteśmy – z zamyślenia wyrwał mnie głos Justina.
– Dzięki – mruknęłam i otworzyłam drzwi, chcąc wyjść.
– Mogę cię o coś zapytać? – chłopak też wyszedł z samochodu i stanął przy masce.
                Wzruszyłam ramionami.
– Jeśli nie byłabyś z Bradem – odchrząknął – dałabyś mi szansę?
– Justin – westchnęłam – myślę, że znasz odpowiedź na to pytanie – spuściłam głowę, zawstydzona swoją postawą.
– Ale chciałbym to usłyszeć od ciebie – podszedł do mnie i położył dłonie na moich biodrach.
– Jesteś niemożliwy – pokręciłam rozbawiona głową.
– Wszystkie to mówią – uśmiechnął się łobuzersko. A do mnie właśnie dotarło, że jestem jedną z wielu.
– Powinieneś już iść – powiedziałam sucho.
– Powiedziałem coś nie tak? – zapytał zaskoczony.
– To ja pójdę – zaśmiałam się smutno i odeszłam, nie zwracając uwagi na jego nawoływania.

Justin’s POV
                Uderzyłem pięściami w maskę samochodu. Dlaczego ta dziewczyna musi być taka trudna?! Raz wszystko jest między nami w porządku, a za chwilę mnie od siebie odpycha. Zresztą na co ja liczę… Ona nie jest taka jak wszystkie i nie pójdzie mi z nią tak łatwo. Muszę przyznać, że trochę imponuje mi tym, że stara się mnie trzymać na dystans. Chociaż widać, że za bardzo jej to nie wychodzi.
                Jechałem przez miasto z zawrotną prędkością, kiedy poczułem wibracje w mojej kieszeni. Wyjąłem telefon i  odebrałem, nawet nie patrząc kto dzwoni.
– Bieber, za pięć minut widzę cię w magazynie – usłyszałem wkurzony głos Logana. Nic więcej nie powiedział i rozłączył się.
                Docisnąłem pedał gazu i chwilę potem stałem przed ogromnym, starym budynkiem. Wysiadłem z auta i skierowałem się do tylnego wejścia. Kiedy wszedłem do środka usłyszałem wrzaski i dźwięki rozbijającego się szkła. Co tu się do cholery dzieje?!
– Dłużej się nie dało!? – wydarł się Logan, kiedy pojawiłem się w drzwiach.
– Korki – uśmiechnąłem się głupio, beztrosko wzruszając ramionami.
– Nie wkurwiaj mnie – ostrzegł.
– Dobra, zluzuj – opadłem na czarną kanapę. – Co się stało?
– Arguello zwiał – warknął.
– Przecież Johnson miał się nim zająć – zmarszczyłem brwi.
– Odpuścił – co?! Jakim kurwa prawem!
– Żartujesz sobie ze mnie – gwałtownie wstałem, patrząc na niego ze wściekłością.
– Zdecydował, że nie chce narażać swojej dziewczyny – starał się być opanowany – w końcu wiadomo, że jeśli mielibyśmy zamknąć sprawę z Arguello i East Side to ona by ucierpiała.
– Dlaczego tylko ona? – zacisnąłem szczękę na myśl, że Brooke może być w niebezpieczeństwie. Dlaczego tak reaguję?  Powinienem mieć ją w dupie.
– Masz kogoś bliskiego? – zapytał, a ja pokręciłem głową. – Ja też. Z liderów tylko Brad ma kogoś ważnego dla niego, więc to chyba oczywiste, że będzie jedynym celem.
– Nie możemy załatwić jej ochrony?
– Chciałem – westchnął i przeczesał włosy dłonią – ale Brad się nie zgadza.
– Ponieważ? – uniosłem brew.
– Bo ty miałbyś się tym zająć – wyjaśnił – i Paul, ale z tym problemu już nie miał.
– Zachowuje się jak dziecko – prychnąłem – nie umie zapomnieć o przeszłości?
– Jakby przez ciebie zginęła moja siostra…
– Której nie masz – przerwałem mu.
– Ale jakbym miał – warknął. – To też bym miał ochotę cię zabić przy każdym spotkaniu.
– A nie może zająć się ochroną ktoś inny? – podszedłem do lodówki i wyjąłem z niej dwa piwa, jedno biorąc dla siebie, a drugie rzucając Loganowi.
– Kto? – oparł się o stół, uważnie mi się przyglądając.
– Może Erick? – zaproponowałem.
– Potrzebujemy kogoś z doświadczeniem, a nie dzieciaka – przewrócił oczami, ale miał rację.
– A Daniel? – wziąłem łyka piwa.
– Jest na misji – odparł. – Justin, wiesz, że teraz kiedy zaczęliśmy wojnę, nasi najlepsi ludzie mają o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż niańczenie tej małolaty – mruknął zirytowany.
– Gdzie jest Brad? – zapytałem zrezygnowany.
– Nie wiem, ale powinien tu być za – spojrzał na zegarek na jego lewej ręce – parę minut. Co chcesz zrobić?
– Pogadam z nim – wzruszyłem ramionami.
– Nie sądzę, żeby to był dobry…
                Nie zdążył dokończyć, ponieważ do pokoju wszedł Brad, obejmujący jakąś brunetkę. Co do cholery?! On jest podobno z Brooke. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego, co odwzajemnił. Szepnął jej coś na ucho, a ona zachichotała i zniknęła na schodach, prowadzących do sypialni.
– Jak ci się układa z Brooke? – zapytałem, uśmiechając się ironicznie.
– Nie twoja sprawa – wysyczał, biorąc piwo z lodówki.
– A jak minęła podróż do Europy? – próbowałem nie wybuchnąć śmiechem.
– Zamknij się! – krzyknął.
– Nie ładnie tak okłamywać swoją własną dziewczynę – zrobiłem smutną minę – i na dodatek ją zdradzać – przybrałem obojętny wyraz twarzy i wskazałem głową na schody, po których weszła brunetka.
– Czego chcesz? – zamknął oczy i westchnął.
– Zróbmy tak – klasnąłem w dłonie, ciesząc się, że znalazłem na niego haka. – Ja nic nie powiem o twoim wyskoku Brooke , a ty zgodzisz się, abym ja i Paul zajęli się jej ochroną.
– Chcecie walczyć z East Side?! – spojrzał na Logana, a ten podszedł do nas.
– Już walczymy – powiedział spokojnie czarnowłosy. – Zaczęli wojnę, kiedy tu przyjechali.
– Ale nie martw się kolego – uśmiechnąłem się szeroko w stronę Brada – mamy mnie, więc to wygramy.
– Jesteś zbyt pewny siebie, Bieber – chłopak podszedł do mnie tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. – Uważaj, żebyś kiedyś się nie władował przez to w kłopoty – powiedział i ruszył w stronę schodów.
– Czy wy przestaniecie się kiedyś kłócić? – westchnął Logan.
– Nigdy – mrugnąłem rozbawiony, zabrałem kurtkę i zniknąłem za drzwiami.
                Wsiadłem do auta i pojechałem do Brooke. Nie wiem dlaczego, ale wkurzanie Brada sprawia mi przyjemność. Mógłbym patrzeć na to całymi dniami. Jego słowa, to co mówi nie robi na mnie żadnego wrażenia. Ale muszę przyznać, że teraz mnie wkurwił i to bardzo. Nie podoba mi się, że okłamuje Brooke. Ona jest bardzo fajną dziewczyną i nie zasługuje na takie traktowanie. Wiem, że na początku sam chciałem ją tylko przelecieć i zostawić. Ale sprawy się trochę pokomplikowały i teraz nie chcę, żeby cierpiała. Nie wiem co ze mną zrobiła. Po prostu udało jej się dokonać czegoś niemożliwego od czasów… Nie Justin, zamknij się. Przeszłość to przeszłość.
                Nim się zorientowałem byłem już pod domem dziewczyny. Wysiadłem z samochodu i skierowałem się na tyły domu. Zauważyłem drabinę pod płotem, więc wziąłem ją i oparłem o dom, abym mógł dostać się do jednego z pokoi, w którym było otwarte okno. Po paru minutach byłem już w środku. Usłyszałem śmiechy, dochodzące z dołu. Nie była sama. Jednak nawet to nie powstrzymało mnie, aby tam zejść. Musiałem ją zobaczyć. Schodziłem cicho po schodach, jednak kiedy byłem już na końcu musiały zaskrzypieć. Dziewczyny odwróciły się w moją stronę i kiedy spojrzałem na brunetkę obok Brooke, zamarłem.
– Sophie?


__________________________________________________________________
Wróciłam na stałe, ostatecznie i nieodwracalnie! 
Pierwszy fragment z punktu widzenia Justina! Jak się podoba? :D
Zapraszam na Wattpada <klik>

3 komentarze

  1. Rozdział supcio, już nie mogę się doczekać następnego!!! Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.